Wyprawa lwicy trwała już pięć dni. Innymi słowy - zdecydowanie za długo. Coś musiało kocicę zatrzymać, w drodze do danego miejsca, lub też już powrotnej - pierwsza opcja wyglądała trochę gorzej, jednak bez względu na czynniki utrata jedynego dobrze wyszkolonego medyka bez następcy w tych czasach była stratą niepowetowaną. Znalezienie kogoś nowego aktualnie nie wchodziło w grę - wysłałam w nocy ekipę ,,ratunkową" złożoną z trójki wojowników. Nie powinni rzucać się w oczy. Przede wszystkim mieli odnaleźć medyczkę.
~Dwa dni później~
Poranek powitał mnie radosną nowiną. Właściwie tuż po wyjściu na zewnątrz z okropnego szałasowego legowiska zauważyłam przemieszczający się wolno ścieżką orszak. Mimo sporej odległości, rozpoznałam w nim Brzozowy Liść. Trochę kulała. Westchnęłam z ulgą i podbiegłam do zwierząt. Teraz mogłam bliżej przyjrzeć się lwicy, całej niemal podrapanej, zmęczonej, z opuchniętą tylną kończyną i kilkoma większymi ranami rozmieszczonymi po bokach. Strażnicy również nie tryskali energią, wręcz przeciwnie - znużeniem i wyczerpaniem, ale nie odnieśli żadnych obrażeń.
— Brzozowy Liść...Jak dobrze znów cię widzieć. - uśmiechnęłam się lekko, lecz szczerze. Samica podniosła na mnie wzrok utkwiony do tej pory w ziemi i odwzajemniła gest. - Chodźmy, nie traćmy czasu. - oznajmiłam, ruszając na czele.
Za pomocą krótkich, szybkich skoków dotarłam do obozu wcześniej. Rozejrzałam się po obozie ziejącym nieco pustką, za to rozbrzmiewającym odgłosami szurania, przewracania się z boku na bok i mruczenia. Na zewnątrz kręciła się łącznie trójka kotów, teraz wpatrujących się we mnie z oczekiwaniem.
— Deszczowa Łapo, Czarna Pręgo! - wywołałam mojego zastępcę i jego dawnego ucznia. Wojownicy i kocica dogonili mnie już. - Opatrzcie Brzozowy Liść. Wolimy zdrowego medyka. - Odwróciłam się na pięcie w stronę lwicy i pozwoliłam jej oprzeć się o mój bark. W ten sposób doprowadziłam ją do ustronnego miejsca pod drzewem Mosklii, którego niezwykle długie, cienkie liście zwieszały się prawie ku ziemi, po czym wróciłam do grupy ratunkowej, wciąż siedzącej w tym samym miejscu. Odchrząknęłam i odezwałam się stanowczo, acz łagodnie:
— Stalowy Krzewie, przypilnuj ich. - samiec pantery wyszczerzył się do mnie w uśmiechu, który miał chyba przypominać zalotny, i odszedł zadowolony. - Wasza dwójka - zwróciłam się do pary lampartów - ma czas wolny, jednak w południe pragnę widzieć was przed moim domem. - skończyłam wypowiedź i odbiegłam wolnym krokiem, by załatwić resztę porannych obowiązków.
Urządziłam sobie małe polowanie i dosyć prędki spacer. Dwa herty* przed południem oderwałam się od wpatrywania się w uroczy, płynący niedaleko strumyk; wróciłam do obozu, a tam skierowałam się do rannej lwicy. Wyglądała już znacznie lepiej, koty za pomocą jej wskazówek szybko doprowadziły medyczkę do stanu, w którym mogła się na mój widok podnieść.
— Witaj, Brzozowy Liść. - przywitałam się wpierw.
— Witaj, Wilcza Gwiazdo... - odparła, i szybko dodała - Przez to, co się wydarzyło, straciłam sporo ziół, ale udało mi się trochę zebrać. Mam nadzieję, że wystarczy. - przysunęła w moją stronę kupkę różnych roślinek. Odsunęłam ją łapą na bok.
— Teraz to nie one są najważniejsze, tylko twoja kondycja i ,,to, co się wydarzyło". - podkreśliłam na koniec. Lwica pokiwała głową i zaczęła wreszcie opowiadać.
<Brzozowy Liść? :3>
*Hert = ok. 40 minut.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
8 wrz 2018
26 sie 2018
Od Wilczej Gwiazdy do Brzozowego Liścia ,,Ostatnie plony"
Przeciągnęłam się powoli, z rozkoszą przesuwając pazury po gładkiej, zimnej powierzchni skały, póki nie wydała z siebie nieprzyjemnego, trzeszczącego dźwięku. Wsunęłam je z powrotem i zamrugałam parę razy, ogarniając spojrzeniem otoczenie. Po terenie bazy kręciły się tylko dwa ,,ranne ptaszki", reszta zapewne spała smacznie w norach. Niezbyt jeszcze intensywne promienie słoneczne prześwietlały przez marniejące powoli pod ich zbyt silnym wpływem korony drzew. Bombardowane takimi ilościami światła liście jednych skręcały się niczym zwierzę w agonii, drugich opadały lub zaczynały wydzielać specjalne substancje pozwalające im przetrwać, a niektórych po prostu schły...usychały...a wysysane z nich życie ulatywało. Cały pień, jeżeli pora deszczowa nie nadejdzie szybko, również tego doświadczy. Całej scenie towarzyszył akompaniament w postaci cichego szemrzenia strumyka.
Zeskoczyłam z głazu, mojej dzisiejszej sypialni, i udałam się wprost do swojej siedziby, gdzie czekał na mnie drogi zastępca.
— Witaj, Wilcza Gwiazdo. Dobrze się spało? - kocur próbował zainicjować rozmowę, co mu się jednak nie udało. W milczeniu wyciągnęłam upolowaną wczoraj parę norników i zajęłam się posiłkiem. Czarna Pręga poszedł w moje ślady. Gdy gryzonie znalazły się całe w moim żołądku, obóz budził się dynamicznie do życia. Kolejne koty wychodziły ze swych domów i ogarniały się po nocy. Za chwilę trzeba będzie przydzielić obowiązki i nadzorować ich spełnianie.
— Mało deszczu spadło w tym roku. - mruknęłam, spoglądając kątem oka na ciemną pumę.
— To prawda. Pora sucha przyniesie zapewne wiele zniszczeń. Trzeba będzie odpowiednio się przygotować. - pokiwałam głową ze zrozumieniem, po czym podniosłam się z ziemi.
— Dzisiaj ja ustalę patrole. Zajmij się może porannymi polowaniami i treningami uczniów. - rzekłam z lekkim uśmiechem, wychodząc na świeże powietrze.
Załatwienie spraw całego plemienia zapewniło mi zajęcie prawie do południa. Na drodze została mi tylko nasza medyczka, Brzozowy Liść. Na szczęście przypomniało mi się, że zaczyna brakować ziół w zapasach, więc posłałam po nie kocicę.
<Brzozowy Liść?>
Zeskoczyłam z głazu, mojej dzisiejszej sypialni, i udałam się wprost do swojej siedziby, gdzie czekał na mnie drogi zastępca.
— Witaj, Wilcza Gwiazdo. Dobrze się spało? - kocur próbował zainicjować rozmowę, co mu się jednak nie udało. W milczeniu wyciągnęłam upolowaną wczoraj parę norników i zajęłam się posiłkiem. Czarna Pręga poszedł w moje ślady. Gdy gryzonie znalazły się całe w moim żołądku, obóz budził się dynamicznie do życia. Kolejne koty wychodziły ze swych domów i ogarniały się po nocy. Za chwilę trzeba będzie przydzielić obowiązki i nadzorować ich spełnianie.
— Mało deszczu spadło w tym roku. - mruknęłam, spoglądając kątem oka na ciemną pumę.
— To prawda. Pora sucha przyniesie zapewne wiele zniszczeń. Trzeba będzie odpowiednio się przygotować. - pokiwałam głową ze zrozumieniem, po czym podniosłam się z ziemi.
— Dzisiaj ja ustalę patrole. Zajmij się może porannymi polowaniami i treningami uczniów. - rzekłam z lekkim uśmiechem, wychodząc na świeże powietrze.
Załatwienie spraw całego plemienia zapewniło mi zajęcie prawie do południa. Na drodze została mi tylko nasza medyczka, Brzozowy Liść. Na szczęście przypomniało mi się, że zaczyna brakować ziół w zapasach, więc posłałam po nie kocicę.
<Brzozowy Liść?>
25 cze 2018
Wilcza Gwiazda | Liderka Plemienia Południa
Autor zdjęcia: Rodrigo Batalha (Pinterest)
Motto: ,,Tak bardzo chcemy sięgnąć nieba, że nie czujemy, jak tracimy grunt pod nogami"
Poprzednie imiona: Tak, niegdyś żyła pewna kotka, której matka przed śmiercią nadała imię Wilczek. Ale cóż, było, minęło.
Imię: Wilcza Gwiazda.
Ksywka: Nikt nie nazwał jej inaczej, zresztą imię nie jest zbyt trudne.
Płeć: Kocica.
Wiek: Jeszcze dosyć młoda przedstawicielka swej rasy, dla której przeleciało 48 księżycy.
Przynależność: Plemię Południa.
Gatunek: Puma Płowa.
Relacje:
Matka Miodowe Oko - rozsądna, inteligentna kocica, przy tym bardzo troskliwa, choć niezbyt uczuciowa. Nie zdążyła jej dobrze poznać ze względu na krótki czas obcowania z nią, jednak kojarzy jej się pozytywnie. Przed śmiercią z wyziębienia ofiarowała jej Ognisty Dech. [*]
Domniemany ojciec Liściasty Nos - Wszystko o nim wie jedynie z plotek; sama nigdy go nie poznała, bowiem zginął w czasie roztopów. Dobry, pokojowy lider o złotym futrze. Jak głosi wieść, niepłodny. [*]
Nie posiada rodzeństwa. Ufa jedynie swojemu dobremu przyjacielowi rodziny, doradcy Czarnej Prędze. Znają się wyśmienicie i rozumieją, nie ma też wśród nich innych relacji jak czysto koleżeńskie więzy, co bardzo Wilczej Gwieździe odpowiada.
Motto: ,,Tak bardzo chcemy sięgnąć nieba, że nie czujemy, jak tracimy grunt pod nogami"
Poprzednie imiona: Tak, niegdyś żyła pewna kotka, której matka przed śmiercią nadała imię Wilczek. Ale cóż, było, minęło.
Imię: Wilcza Gwiazda.
Ksywka: Nikt nie nazwał jej inaczej, zresztą imię nie jest zbyt trudne.
Płeć: Kocica.
Wiek: Jeszcze dosyć młoda przedstawicielka swej rasy, dla której przeleciało 48 księżycy.
Przynależność: Plemię Południa.
Poziom Medyczny: -
Zdrowie: 100%
Zdrowie: 100%
Żywioł: Ogień.
Moce: Rzecz jasna, sama jest odporna na ogień.
Wzniecanie ognia - Wbrew pozorom, wcale nie takie proste zadanie. Nieraz jeszcze zdarza jej się chybić o kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt centymetrów do celu. Może za to wzniecać ogień według różnych wzorów, nie tylko punktowo - po okręgu, pierścieniami, biczem. Podpalać może również istoty żywe.
Ogniki - Wymaga to od niej większej ilości skupienia i mocy, jest jednak bardzo pożyteczne. Ożywione płomyki - ogniki - w dużej grupie potrafią siać ogromne zniszczenia, a woda nie jest w stanie ich powstrzymać, jedynie na chwilę osłabić. Należałoby rozbić zaklętą w nich cząstkę życia.
Sieć Inhorito - W wolnym tłumaczeniu: Sieć Cieplna. Wyczuwa, podobnie jak węże i niektóre demony, ciepło żywego zwierzęcia lub rośliny. W ten sposób nawet w całkowitej ciemności potrafi w głowie stworzyć mapę okolicy.
Ognisty Dech - Prawdopodobnie odziedziczyła tę zdolność po matce, posiadającej ten sam żywioł, co jest rzadkim zjawiskiem. Poprzez Ognisty Dech oddaje jednej, konkretnej istocie potężną cząstkę swojej mocy; cząstkę, której nie może odbudować, jest to więc poświęcenie możliwe tylko w ważnej sprawie.
Ranga: Pełni w nim funkcję lidera, a raczej liderki.Wzniecanie ognia - Wbrew pozorom, wcale nie takie proste zadanie. Nieraz jeszcze zdarza jej się chybić o kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt centymetrów do celu. Może za to wzniecać ogień według różnych wzorów, nie tylko punktowo - po okręgu, pierścieniami, biczem. Podpalać może również istoty żywe.
Ogniki - Wymaga to od niej większej ilości skupienia i mocy, jest jednak bardzo pożyteczne. Ożywione płomyki - ogniki - w dużej grupie potrafią siać ogromne zniszczenia, a woda nie jest w stanie ich powstrzymać, jedynie na chwilę osłabić. Należałoby rozbić zaklętą w nich cząstkę życia.
Sieć Inhorito - W wolnym tłumaczeniu: Sieć Cieplna. Wyczuwa, podobnie jak węże i niektóre demony, ciepło żywego zwierzęcia lub rośliny. W ten sposób nawet w całkowitej ciemności potrafi w głowie stworzyć mapę okolicy.
Ognisty Dech - Prawdopodobnie odziedziczyła tę zdolność po matce, posiadającej ten sam żywioł, co jest rzadkim zjawiskiem. Poprzez Ognisty Dech oddaje jednej, konkretnej istocie potężną cząstkę swojej mocy; cząstkę, której nie może odbudować, jest to więc poświęcenie możliwe tylko w ważnej sprawie.
Gatunek: Puma Płowa.
Relacje:
Matka Miodowe Oko - rozsądna, inteligentna kocica, przy tym bardzo troskliwa, choć niezbyt uczuciowa. Nie zdążyła jej dobrze poznać ze względu na krótki czas obcowania z nią, jednak kojarzy jej się pozytywnie. Przed śmiercią z wyziębienia ofiarowała jej Ognisty Dech. [*]
Domniemany ojciec Liściasty Nos - Wszystko o nim wie jedynie z plotek; sama nigdy go nie poznała, bowiem zginął w czasie roztopów. Dobry, pokojowy lider o złotym futrze. Jak głosi wieść, niepłodny. [*]
Nie posiada rodzeństwa. Ufa jedynie swojemu dobremu przyjacielowi rodziny, doradcy Czarnej Prędze. Znają się wyśmienicie i rozumieją, nie ma też wśród nich innych relacji jak czysto koleżeńskie więzy, co bardzo Wilczej Gwieździe odpowiada.
Mentorzy: Nie posiadała własnego mentora; jej nauczycielką był instynkt przetrwania oraz matka natura, a na wczesnym etapie życia Miodowe Oko.
Uczniowie:
Wcześniej - Brak.
Teraz - Brak.
Partner: To nie jest kocica, z którą chciałbyś się związać. Zwyczajnie NIE NADAJE SIĘ do wspólnego życia. Nie chce? Tego możesz być pewien. Nie jest gotowa? Sama tego nie wie...
Potomstwo: No raczej, nie.
Wygląd: Wzrostu średniego, ok. 64 cm WK, zaś wagi lżejszej - 37 Kg. Wyróżnia ją na pierwszy rzut oka ,,czekoladowa" barwa krótkiego futra, z ciemniejszymi brzegami brzucha, uszu, okolicami niewielkiej w stosunku do reszty ciała głowy i czarną ,,pręgą" pośrodku czoła. A jeżeli już od tego zaczynamy - jej śnieżnobiałe wargi otaczają tegoż koloru wibrysy. Skrywają one pysk pełen ostrych, mocnych zębów. Później uwagę przykuwają tajemnicze, dość ponure, pełne życia żółte oczy. Posiada szerokie łapy, mocne, trochę kolumnowate kończyny i dobrze zbudowane, umięśnione ciało - jednym słowem, nie jest to wątła kicia. Za nią ciągnie się długi ogon, posiada również dwie blizny: mniejszą na prawej tylnej łapie oraz bardziej widoczną nad lewym uchem.
Charakter: Mimo, że funkcję lidera piastuje od zaledwie trzech księżyców, to dzięki swojemu talentowi dowódczemu i organizacyjnemu radzi sobie z brakiem doświadczenia i odpowiedniego posłuchu. Potrafi zadbać o rozwój swojego plemienia. Przede wszystkim nie grzeszy inteligencją, z głową wciąż pełną pomysłów (czasem raczej bujającą w obłokach...), zwłaszcza jeśli chodzi o planowanie strategii. Nie jest bardzo ambitna, za to stanowcza i wyjątkowo uparta w dążeniu do celu. Bywa to przeszkodą; potrafi wytrwale odrzucać czyjeś argumenty, nawet słuszne, bo...bo tak. Dostaje to, czego chce. Pomaga jej w tym naturalna pracowitość, której choćby cząstki i posłuszeństwa oczekuje od swoich poddanych. Niełatwo jest wyprowadzić ją z równowagi, choć jak każdy ma swoje granice. Za to spokojem może doprowadzić przeciwnika do szału.
Jeżeli znienawidzi, zrobi to definitywnie i, jeżeli jest w stanie, rozwiąże problem raz na zawsze - krew na łapach zupełnie jej nie rusza. Jeżeli pok...ofiaruje przyjaźń, to wierna będzie temu do końca swych dni. Podczas walki to kocia brutalna i niewybiórcza, ale honorowa. Charakteryzuje się odwagą, nieraz wręcz brawurą. Zdobycie jej zaufania to ciężka rzecz, ale z pewnością możliwa, jednak oszukać Wilczą Gwiazdę niełatwo. Ach, no i trzeba wspomnieć o jej ulubionym narzędziu do zamykania pysków wkurzającym bądź przeszkadzającym osobnikom: ironii, którą oszczędza właśnie na takie okazje.
Jednak nie myśl sobie, że jest ponurakiem - lubi sobie pożartować i ma niezłe poczucie humoru, lecz jeżeli wymaga tego sytuacja, natychmiast cała ta przyjazna aura potrafi rozpłynąć się w powietrzu, zastąpiona przez powagę. Ale romantyczką zdecydowanie nie jest. Nie odnajduje się w towarzystwie kotów, i raczej nie zamierza. Nie przepada za mówieniem o sobie - na pozór niczym niezmącona, w środku magazynuje mimo to wszelkie urazy i wiadomości, nie chcąc się nimi dzielić, by nie obarczać innych własnym ciężarem.
Jeżeli znienawidzi, zrobi to definitywnie i, jeżeli jest w stanie, rozwiąże problem raz na zawsze - krew na łapach zupełnie jej nie rusza. Jeżeli pok...ofiaruje przyjaźń, to wierna będzie temu do końca swych dni. Podczas walki to kocia brutalna i niewybiórcza, ale honorowa. Charakteryzuje się odwagą, nieraz wręcz brawurą. Zdobycie jej zaufania to ciężka rzecz, ale z pewnością możliwa, jednak oszukać Wilczą Gwiazdę niełatwo. Ach, no i trzeba wspomnieć o jej ulubionym narzędziu do zamykania pysków wkurzającym bądź przeszkadzającym osobnikom: ironii, którą oszczędza właśnie na takie okazje.
Jednak nie myśl sobie, że jest ponurakiem - lubi sobie pożartować i ma niezłe poczucie humoru, lecz jeżeli wymaga tego sytuacja, natychmiast cała ta przyjazna aura potrafi rozpłynąć się w powietrzu, zastąpiona przez powagę. Ale romantyczką zdecydowanie nie jest. Nie odnajduje się w towarzystwie kotów, i raczej nie zamierza. Nie przepada za mówieniem o sobie - na pozór niczym niezmącona, w środku magazynuje mimo to wszelkie urazy i wiadomości, nie chcąc się nimi dzielić, by nie obarczać innych własnym ciężarem.
Cechy fizyczne: Doskonale radzi sobie ze wspinaczką górską, za czym przemawia również jej budowa. To jej ulubione środowisko. Jest niezwykle zwinną kocicą oraz, jak na swój wiek i płeć silną, jednak niezbyt szybką i wytrzymałą, za to z umysłem stratega i dobrze wyćwiczonymi mocami. Jej słabszą stroną zmysłów jest wzrok, lecz rekompensuje to doskonałym słuchem i powonieniem.
Historia: Każdy członek doskonale wiedział, że Liściasty Nos nie był w stanie posiadać własnego potomstwa, choć pragnął tego całym sercem i duszą. Miodowe Oko było w stanie ukoić ten ból i umartwienia o dalsze losy rodu i następcę tronu jedynie na chwilę. Potem powracało to ze zdwojoną siłą. Dni i miesiące mijały...Nadeszła pora roztopów.
~*~
Ze wzburzonych fali co raz wyłaniał się pysk kocicy, desperacko usiłującej zaczerpnąć powietrza, po czym znów przykrywały go bezlitosne fale. W szalonym pędzie minęło ją ciało kocura przypominające raczej mokrą, ciemno-złotą kulkę futra niż żywe stworzenie, po czym rzeka wyrzuciła je na brzeg, rozbijając o ostre kamienie. Łza kotki zmieszała się natychmiast z wodami Rowinchel, cichy jęk z otaczającym ją hukiem. Wkrótce wszystko zlało się w jedną, czarną plamę.
Miodowe Oko wczołgała się powoli na skarpę. Padając po ogromnym wysiłku na ziemię, objęła jeszcze łapami swój brzuch, zanim ostatecznie dała upust swej rozpaczy. Nieliczne promienie słońca przedzierały się przez warstwę chmur i koron drzew, osuszając nieco futro kocicy. Cały dzień upłynął jej na odpoczynku, mąconym przez głód i niepokój o swe dalsze losy. Wkrótce zapadł zmrok.
Następnego ranka udało jej się powstać i rozejrzeć po okolicy. Jedna łaskawa mysz postanowiła umrzeć akurat pod jednym z pobliskich krzaków, co wykorzystała. Zaczęła już rozmyślać nad drogą powrotną, jednak w tym samym momencie poczuła ostry ból. Prędko wróciła do kryjówki. Nadszedł czas.
Małe, nieporadne, ślepe kocię zaczęło pracowicie czołgać się przez trawę w kierunku matki, spoglądającej na nie wzrokiem niewyrażającym żadnych uczuć. Wreszcie zabrała się do wylizywania ciemnej barwy młodego, przyssanego do sutka. Przynajmniej w tamtej chwili nie przejmowała się niczym oprócz swojej kulki sierści. Nie była teraz w stanie nigdzie się ruszyć. Bezpieczne przeniesienie teraz gdziekolwiek kociaka było niemożliwe. Wilczek, od początku ciekawa świata, zaglądała we wszystkie kąty, ze szczególnym zachwytem wsłuchując się w śpiew ptaków, nie mając o niczym pojęcia.
Wkrótce sytuacja zaczęła się pogarszać. Nic nie wskazywało na przyszłą poprawę. Coraz częstszy kaszel, wydzielina cieknąca z nosa matki i jej osowiałość niepokoiły również niezmiernie kotkę, instynktownie wietrzącą niebezpieczeństwo. Pewnego dnia, leżąc skuloną przy brzuchu matki po pracowicie spędzonym na zabawie i nauce czasie, wyczuła, iż ciało kocicy zaczyna gwałtownie drżeć. Miodowe Oko tchnęło w jej młode, jeszcze dość wątłe ciałko, ostatni Ognisty Dech, po czym odeszła do Plemienia Gwiazd. To właśnie dało jej siły do przetrwania kolejnego miesiąca, póki nie stała się dostatecznie samodzielna, odcisnęło piętno na całym jej życiu. Przez wiele księżyców koczowała na ziemiach przy południowej granicy Plemienia Południa. Miała jedynie tę świadomość, że jest to terytorium innych kotów, więc nie warto się na nie zapuszczać. Jednak dnia jednego zawędrowała pod progi tajemniczego pustelnika. To jego słowa nakłoniły ją do spróbowania szczęścia.
Jako dorosła, silna kocica wkroczyła ponownie na swe rodzinne ziemie. Tam cała sprawa dotycząca jej pochodzenia i dziedzictwa szybko się wyjaśniła. Mimo to zmuszona była użyć ,,nieco ostrzejszych" środków, by pozbyć się dawnego władcy - Rycykowej Chmury. Od niedawna panuje więc nad całym Plemieniem Południa i jego mieszkańcami.
Wciąż dręczy wszystkich jedna myśl...Czy mógł zdarzyć się cud?
Ciekawostki:
~ Jest uczulona na maliny.
~ Próbowała raz odszukać pustelnika który udzielił jej rady co do powrotu na ziemie Plemienia Południa, jednak wszelki ślad po nim zaginął.
~ Zna podstawy języka przodków, tzw. gwiezdnego.
~ Boi się ciemnych, ciasnych miejsc, dlatego często sypia poza swoją siedzibą, na otwartej przestrzeni. W swojej głowie kryje również jakąś dziwną podświadomą obawę - nie jest w stanie nawet powiedzieć przed czym.
~*~
Ze wzburzonych fali co raz wyłaniał się pysk kocicy, desperacko usiłującej zaczerpnąć powietrza, po czym znów przykrywały go bezlitosne fale. W szalonym pędzie minęło ją ciało kocura przypominające raczej mokrą, ciemno-złotą kulkę futra niż żywe stworzenie, po czym rzeka wyrzuciła je na brzeg, rozbijając o ostre kamienie. Łza kotki zmieszała się natychmiast z wodami Rowinchel, cichy jęk z otaczającym ją hukiem. Wkrótce wszystko zlało się w jedną, czarną plamę.
Miodowe Oko wczołgała się powoli na skarpę. Padając po ogromnym wysiłku na ziemię, objęła jeszcze łapami swój brzuch, zanim ostatecznie dała upust swej rozpaczy. Nieliczne promienie słońca przedzierały się przez warstwę chmur i koron drzew, osuszając nieco futro kocicy. Cały dzień upłynął jej na odpoczynku, mąconym przez głód i niepokój o swe dalsze losy. Wkrótce zapadł zmrok.
Następnego ranka udało jej się powstać i rozejrzeć po okolicy. Jedna łaskawa mysz postanowiła umrzeć akurat pod jednym z pobliskich krzaków, co wykorzystała. Zaczęła już rozmyślać nad drogą powrotną, jednak w tym samym momencie poczuła ostry ból. Prędko wróciła do kryjówki. Nadszedł czas.
Małe, nieporadne, ślepe kocię zaczęło pracowicie czołgać się przez trawę w kierunku matki, spoglądającej na nie wzrokiem niewyrażającym żadnych uczuć. Wreszcie zabrała się do wylizywania ciemnej barwy młodego, przyssanego do sutka. Przynajmniej w tamtej chwili nie przejmowała się niczym oprócz swojej kulki sierści. Nie była teraz w stanie nigdzie się ruszyć. Bezpieczne przeniesienie teraz gdziekolwiek kociaka było niemożliwe. Wilczek, od początku ciekawa świata, zaglądała we wszystkie kąty, ze szczególnym zachwytem wsłuchując się w śpiew ptaków, nie mając o niczym pojęcia.
Wkrótce sytuacja zaczęła się pogarszać. Nic nie wskazywało na przyszłą poprawę. Coraz częstszy kaszel, wydzielina cieknąca z nosa matki i jej osowiałość niepokoiły również niezmiernie kotkę, instynktownie wietrzącą niebezpieczeństwo. Pewnego dnia, leżąc skuloną przy brzuchu matki po pracowicie spędzonym na zabawie i nauce czasie, wyczuła, iż ciało kocicy zaczyna gwałtownie drżeć. Miodowe Oko tchnęło w jej młode, jeszcze dość wątłe ciałko, ostatni Ognisty Dech, po czym odeszła do Plemienia Gwiazd. To właśnie dało jej siły do przetrwania kolejnego miesiąca, póki nie stała się dostatecznie samodzielna, odcisnęło piętno na całym jej życiu. Przez wiele księżyców koczowała na ziemiach przy południowej granicy Plemienia Południa. Miała jedynie tę świadomość, że jest to terytorium innych kotów, więc nie warto się na nie zapuszczać. Jednak dnia jednego zawędrowała pod progi tajemniczego pustelnika. To jego słowa nakłoniły ją do spróbowania szczęścia.
Jako dorosła, silna kocica wkroczyła ponownie na swe rodzinne ziemie. Tam cała sprawa dotycząca jej pochodzenia i dziedzictwa szybko się wyjaśniła. Mimo to zmuszona była użyć ,,nieco ostrzejszych" środków, by pozbyć się dawnego władcy - Rycykowej Chmury. Od niedawna panuje więc nad całym Plemieniem Południa i jego mieszkańcami.
Wciąż dręczy wszystkich jedna myśl...Czy mógł zdarzyć się cud?
Ciekawostki:
~ Jest uczulona na maliny.
~ Próbowała raz odszukać pustelnika który udzielił jej rady co do powrotu na ziemie Plemienia Południa, jednak wszelki ślad po nim zaginął.
~ Zna podstawy języka przodków, tzw. gwiezdnego.
~ Boi się ciemnych, ciasnych miejsc, dlatego często sypia poza swoją siedzibą, na otwartej przestrzeni. W swojej głowie kryje również jakąś dziwną podświadomą obawę - nie jest w stanie nawet powiedzieć przed czym.
Monety: 100 monet.
Kontakt: HW - holidays horse, DG - horsecool, gmail - ashuramaru61@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)
